-

re-or

Etos Amerykańskich Naukowców

Fraza "amerykańscy naukowcy" w google'u daje 4,6mln wyników, a przecież nawet sam google jest "amerykańskim wynalazkiem". Ona występuje zarówno w wersji humorystycznej, na zasadzie niesławnych "radzieckich uczonych", jak i całkiem poważnej. Ta poważna była oczywiście pierwsza, a wersja jajcarska urodziła się wraz z przesytem i groteskowością legend o kolejnych amerykańskich naukowcach. No bo jak człowiek słyszy w jakimś TVN-nie, że amerykańscy naukowcy wynaleźli przedmiot służący do przemieszczania się między pokojami i nazwali go "drzwi", to można się już tylko śmiać. Z tym, że tu wcale nie jest do śmiechu.

Amerykańscy Naukowcy to bardzo ważna instytucja. W zasadzie każdy może zostać Amerykańskim Naukowcem, ale tylko teoretycznie. Bo żeby nim zostać trzeba spełnić kilka kryteriów.

Najsamprzód trzeba być Naukowcem. To znaczy trzeba coś wynaleźć. Z tym, że tu mamy paradoks tego rodzaju, że żeby w ogóle zostać Naukowcem, trzeba zostać Naukowcem Amerykańskim. To wynika z tego, że jak się coś wynajdzie, to to coś nie istnieje jako wynalazek tak długo, jak długo nie przystąpimy do tych Amerykańskich. Wtedy dopiero nasz wynalazek zostanie wynalazkiem prawdziwym i uznanym. Bo wcześniej to będzie tylko takie tak sklejanie paciorków. Możemy sobie nawet "odkryć Amerykę", ale i tak wszyscy powiedzą o tym dopiero jak zrobi to któryś z Amerykańskich Naukowców. Nawet gdy zrobi to sto lat późnej. Możesz więc sobie wynaleźć smartfona, ale tylko jako Amerykański Naukowiec. Możesz sobie mieć łupki w glebie, ale możesz je wykopać tylko jako Amerykański Naukowiec . I tak dalej. Możesz być śniady, czarny, a nawet biały, ale musisz być Amerykańskim Naukowcem. Inaczej nie istniejesz.

A jak już mamy jakiś wynalazek (in spe, jeszcze nie uznany, bo jeszcze się dopiero staramy o bycie Amerykańskim Naukowcem) to musimy wykonać szereg zabiegów. Zarówno rytualnych - w postaci np publikowania w periodykach będących własnością Amerykańskich Naukowców, jak i formalnych - czyli przystąpienia do obiegu prawnego należącego do Amerykańskich Naukowców. Czyli krótko mówiąc opatentowanie swojego wynalazku (cały czas in spe) tam gdzie należy.

I to w zasadzie tyle, choć jest tu drugie dno. Owe operacje, zwłaszcza patentowe, nie są ani proste, ani tanie. Możesz sobie opracować teoretyczny model produkcji czegoś tam z np grafenu, ale spróbuj to wyprodukować. Gdzie i za co? No i jak to potem sprzedać? Komu, kto to kupi od nie Amerykańskiego Naukowca? A dopóki nim nie będziemy to jesteśmy tylko zwykłymi szamanami o niskiej wiarygodności.

Amerykańscy Naukowcy służą jednak pomocą, bo to dobrzy ludzie są. Oni i kredytu udzielą, i różne zbędne formalności zdejmą z pleców. Wystarczy przekazać im prawa do swojego wynalazku i tyle. Przecież to nic strasznego, w końcu prawa przejdą na Amerykańskich Naukowców, a my będziemy jednym z nich, więc nadal będą jakby nasze. Zresztą, zostaniemy przecież franczyzobiorcą. Będziemy odprowadzać Centrali (czyli i tak jakby samem sobie po części) opłatę franczyzową, ale będziemy się przecież mogli w swojej działalności powoływać na Amerykańskich Naukowców jak nie przymierzając lokalny bandzior powołuje się na "bycie z Pruszkowa". I dostaniemy z tego tytułu fajne wynagrodzenie. Jakieś 5% wartości wynalazku. Ale to i tak dużo, bo przecież mamy z głowy cały ambaras z utrzymywaniem prawa własności no i dystrybucji. I możemy się skupić na rzeczy najważniejszej, czyli etosie pracy.

Potem pozostanie nam już wybranie odpowiedniej stylówy i do dzieła. Może to być stylówa na np "bonza z cygarem", ale może być też na "brodatego hipstera", tudzież "myśliciela-intelektualistę". I wtedy świat stoi przed nami otworem. I nie dajmy sobie wmówić, że ten otwór to czarna d..., no, sami wiecie co.



tagi: prawo  własność  etos  patent 

re-or
19 listopada 2018 10:13
5     1066    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
chlor @re-or
19 listopada 2018 11:47

Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale na politechnikach krajowi uczeni są tylko podwykonawcami zachodnich zespołów.  Wówczas mogą być łaskawie umieszczeni w spisie autorów artykułu drukowanego szybko, i w sławnym czasopiśmie. To jedyna metoda na uzyskanie dobrej punktacji i wspinanie się po szczeblach stopni naukowych.

 

 

zaloguj się by móc komentować

boson @re-or
19 listopada 2018 11:58

Ktoś zabrania tzw. polskim historykom pisać ważne i dobre książki, dla nas - Polaków?

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @re-or
19 listopada 2018 12:21

Ważne żeby swojego otworu za bardzo nie wystawiać światu.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @chlor 19 listopada 2018 11:47
19 listopada 2018 12:21

Ale jaki porządek jest.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @boson 19 listopada 2018 11:58
19 listopada 2018 18:39

Oczywiście boson, że zabrania. Każdy im tego zabrania i oni sami sobie tego zabraniają. Rynek treści, w tym zarówno treści naukowych humanistycznych, jak i popularnych jest likwidowany

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować